Kiedy Boczek wracał z wykładów, postanowiłam zrobić coś pożytecznego, by zagłuszyć wyrzuty sumienia, że nie poszłam na wykład - ugotować obiad z resztek. Doszły mnie wcześniej słuchy, że Mati zamierza wbić do nas, ale przez cały dzień nie odpowiadał na telefony, więc trochę zwątpiłam w to, że przyjedzie. Tak więc zabrałam się za robienie obiadu dla samego Boczka: makaron z pieczarką, pokrojoną szynką, ogórkiem kiszonym (proszę tego nie komentować), plasterkiem sera topionego, cebulką i przyprawami. "Niech ma", pomyślałam. W życiu każdej kobiety bywają momenty, w których coś ją napada i poczuwa ona swoją powinność, choćby na chwilę przeistaczając się w kurę domową ;].
Zjadłam troszkę, resztę zostawiając Boczkowi. Poszłam oglądać to, co prawdopodobnie zwykle oglądają domowe kury, tj. Modę na sukces. Po chwili usłyszałam otwierające się drzwi, przyszedł Boczek.
- Mmmm, co tak ładnie pachnie? - spytał, czując dochodzące go z kuchni zapachy.
- To moje nowe perfumy.
Później spytał, czy nie wiem, co z Matim, bo do niego się nic nie odzywał. Odpowiedziałam że nie i koniec rozmowy na jego temat. Po chwili jednak Mati... WYRÓSŁ Z PODŁOGI. Przywitaliśmy się czule i przybysze poszli szamać. Mati może i nie przywiózł ze sobą żadnego jedzenia (tak się u nas dzieli gości na tych dobrych i złych), ale ku uciesze Boczka przywiózł Krajową VODKĘ, jeszcze z pamiętnych czasów Aloesowej osiemnastki. Przepraszam, jeśli ktoś poczuje się urażony, ale wódki nie lubię, dlatego wypiłam tylko jedną kolejkę "na zdrówko" (do którego ostatnimi czasy bardzo tęsknię)...
W miarę ubywania cieczy alkoholowej, coraz bliżej Prokocimia byli Artur z Karoliną, z którymi Boczek i Mati już wcześniej się umówili. Artur i Boczek mieli wypełnić wspólną misję, której efekty będzie można oglądać poniżej. W przerwach zdarzało im się tańczyć do "Tulipanów" Mieczysława Fogga:
Podczas tejże skromnej imprezy została obalona Żołądkowa Gorzka, Kasztelan i... to by było na tyle :-). Ja osobiście w akcie koleżeństwa nie przepuściłam tylko jednej kolejki (wyżej wspomnianej) i odstąpiłam Boczkowi piwo. Nie poznajecie mnie, co? Mało tego, podczas gdy oni się zalewali, ja szlachetna gosposia robiłam im kolację! A potem jeszcze musiałam udawać, że jestem tak samo nawalona jak oni :P. Ta noc była dla mnie harówką jakich mało, przynajmniej do godz. 3:00, bo mniej więcej wtedy to z Karoliną odpadłyśmy z gry, natomiast przez Matiego chłopcy nie zmrużyli oka przez całą noc. Gdy się obudziłam, oni wciąż robili mu dready. Cały ten fryzjerski zabieg trwał 16h!
Nie obeszło się bez szarpaniny:
a także bez sikania w majtki (ból, czy może już nie dało się wytrzymać?)
Podobno śpiąc chciałam się włączyć do rozmowy:
- Mamo, dlaczego ja nie jadę na koniu?
Lub też jeszcze bardziej przejętym głosem:
- Dlaczego w wannie nie ma szuflady?
W każdym razie najważniejszy jest efekt końcowy, tadam!
Po wszystkim Artur i Karolina zmyli się do domu i niech żałują, bo mogliby sobie leżeć tak jak ja teraz i później zrobić sobie przerwę w leżeniu na jedzenie wyśmienitego obiadu zrobionego przez Boczka i Matiego. I tak oto można by było zakończyć tę notkę, choć pewnie jeszcze wiele ciekawych rzeczy się wydarzy. Także do miłego!
Ola
